Quattro.

Czasami bywa tak, że podczas pracy nad daną bransoletą spontanicznie zjadamy którąś literę. Na ogół litera przyjmuje to z pełnym poszanowania wyluzem, całkiem nieźle zgrywa się z kawą i nie ma pretensji, że któraś z nas w zapętleniu odrywa ją od reszty stada. Dalej następuje głupawka - mnożymy litery tworząc bezsensowne słowa, których nikt nie kupi i okładając się kwiatami robimy zdjęcia, których sensu darmo by szukać ;)). W takich momentach myślimy sobie, że to jednak jest super, że nie pracuje z nami żaden zapalony marketingowiec, bo patrząc na nasze poczynania na starcie spisałby nas na straty, rozbijając czoło o diamentowy notes. Tymczasem jest super, mamy luz, sobotę zaliczamy do udanych, słowo do zrealizowanych, a Was serdecznie pozdrawiamy znad słoika z powidłami :).

#mniam

(słowo daję, kolejna bransoleta to będzie "mniam", jak nic!)

Autor: Monika